Dom, rodzina - z kraju i ze świata z osobistej perspektywy: prywatny blog prywatnej osoby
Flag Counter

nasze sprawy sądowe

wtorek, 14 marca 2017

Sąd Okręgowy w Warszawie X Wydział Karny Odwoławczy /.../

po rozpoznaniu dnia 14 lutego 2017 roku

sprawy Konrada Buraczewskiego, Anny Katarzyny Sielickiej-Taszakowskiej, Piotra Bugajskiego, Grzegorza Jankowskiego, Agnieszki Sakowicz

oskarżonych o czyny z art. 49 w zw. z art. 14 ust. 6 ustawy - Prawo Prasowe /.../

orzeka:

1.         utrzymuje w mocy zaskarżony wyrok
[KF: karę pieniężną w wysokości 5 tysięcy złotych od każdej z osób skazanych];

2.  zasądza od oskarżonych Konrada Buraczewskiego, Agnieszki Sakowicz, Piotra Bugajskiego, Grzegorza Jankowskiego i Anny Sielickiej-Taszakowskiej na rzecz Skarbu Państwa kwoty po 534 (pięćset trzydzieści cztery) złote od każdego z nich, tytułem kosztów postępowania odwoławczego, w tym po 500 (pięćset) złotych tytułem opłat. /.../

UZASADNIENIE

Ceremonia z dnia 2 sierpnia 2008 r. miała charakter ściśle prywatny, o czym świadczy liczba obecnych osób – poniżej 20, surowy nadzór nad fotografowaniem wydarzenia, wyjazd poza miejsce zamieszkania, niechęć do komentowania wydarzenia z reporterką przez telefon. /.../ 


W żaden sposób nie można było dać wiary Agnieszce Sakowicz w zakresie twierdzenia, iż od razu przedstawiła się pokrzywdzonym jako dziennikarka i mimo tego otrzymała (jak można domniemywać z apelacji) milczącą zgodę na opisanie ceremonii i publikację artykułu. Sąd Rejonowy spójnie i przekonywująco wyłożył powody takiego ustalenia i Sąd odwoławczy to ustalenie podziela. 


/.../ publikacja zdjęć pokrzywdzonych w spornych artykułach nie spełniała standardów ochrony prywatności. /.../


Sam fakt, iż związki osób nieheteroseksualnych wywołują i wywoływały (zwłaszcza przed ponad 8 laty) znaczne społeczne poruszenie, nie otwierało oskarżonym drogi do dowolnego naruszania prywatnej sfery życia pokrzywdzonych, którą one życzyły sobie zachować w tajemnicy przed znajomymi, współpracownikami, sąsiadami. Nie można w żaden sposób porównywać sytuacji pokrzywdzonych, wyrażających wyraźny sprzeciw przeciwko upublicznianiu ich prywatnej celebracji, z sytuacją osoby, której świadomym wyborem jest „coming-out” na łamach prasy. Sporne artykuły nie miały charakteru ogólnikowego, statystycznego, abstrakcyjnego. Wyraźnie widoczne jest w nich dążenie do wzbudzenia sensacji i przyciągnięcia czytelników atmosferą skandalu. Daje się to wprost odczuć, również w porównaniu z przykładami solidnego, wstrzemięźliwego dziennikarstwa nakierunkowanego na rzeczywiste uświadamianie publiczności o pewnych zagadnieniach i szerzenie pewnej wiedzy. Przykłady takiej rzetelnej pracy dziennikarskiej znane są z doświadczenia życiowego, a nawet znalazły się w aktach sprawy w postaci wydruku internetowej wersji artykułu „Gej i lesbijka uczą dzieci twoje” – powstałego z udziałem w pełni anonimowych rozmówców. Nie ulega wątpliwości, iż zapoznawanie odbiorców z problematyką związków jednopłciowych nie musi wiązać się z naruszaniem sfery wolności i praw osób najbardziej zainteresowanych. Oskarżeni jednakże zlekceważyli dobro i wolę pokrzywdzonych, doskonale wiedząc jakich reakcji mogą się spodziewać ze strony dużej części obiorców, pod których profil tworzona jest gazeta Fakt. /.../

 
Wszystkie powyższe okoliczności prowadzą do wniosku, iż w realiach niniejszej sprawy nie było przesłanek do uniewinnienia oskarżonych. Zostało już przesądzone na wcześniejszym etapie postępowania i pogląd ten podziela Sąd odwoławczy w niniejszym składzie, iż nie było w tej sprawie podstaw do umorzenia postępowania z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu. /.../

 
W realiach niniejszej sprawy, jak już wyżej wskazano, oskarżeni nie mieli obiektywnych, zauważalnych podstaw do potraktowania obu pokrzywdzonych jak osób prowadzących działalność publiczną na otwartym, ogólnopolskim forum, a już na pewno nie w zakresie uprawniającym do publikacji ich wizerunków ze ściśle prywatnej ceremonii, połączonych z informacjami o stanie zdrowia, rodzinie, przeszłości, pracy i wykształceniu. Te informacje niczego nie wnosiły do hipotetycznej społecznej dyskusji na łamach gazety Fakt i Dziennik.pl w przedmiocie równouprawnienia związków jednopłciowych. /.../


Wskazane w Konstytucji wolności, w tym wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, statuowana w art. 54 ust. 1 nie mają charakteru bezwzględnego i absolutnego. Ulegać mogą i ulegają pewnym ograniczeniom tam, gdzie naruszać mogą inne chronione dobra. Wprost stwierdza to art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ochrona działalności prasy nie ma charakteru nadrzędnego i bezwzględnego. Prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym jest przecież również prawem konstytucyjnym, zawartym w art. 47. Podobne założenia czyni powoływana przez skarżącego Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Art. 10 ust. 2 Konwencji stwierdza wprost, że korzystanie z wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym, m.in. z uwagi na ochronę dobrego imienia i praw innych osób. Ustawa Prawo prasowe przewiduje właśnie takie warunki, ograniczenia i sankcje. 


/.../ w ocenie Sądu Okręgowego, sposób działania oskarżonych, tj. najpierw podstępem, potem wbrew kategorycznemu sprzeciwowi pokrzywdzonych; rozpowszechnienie wrażliwych danych w gazecie o najwyższym nakładzie w kraju i jednocześnie w Internecie; ogromna dolegliwość skutków tych publikacji w życiu pokrzywdzonych; działanie w celu wzbudzenia sensacji i zwiększenia poczytności gazety; duża waga naruszonych dóbr, tj. prawa do prywatności i intymności – wszystkie te okoliczności świadczą o wysokim stopniu społecznej szkodliwości czynu. /.../

 

---

Prokuratura pyta USC - audio
 

Wyrok w Strasburgu to nie koniec

 

Wykładnia przepisów równie ważna jak samo prawo


poniedziałek, 06 lutego 2017
czwartek, 17 listopada 2016

Z początkiem b.r. doświadczyłam zachowania na tle homofobicznym ze strony lekarki 'pierwszego kontaktu' w trakcie mojej wizyty w publicznym ZOZ.  

O sprawie tej poinformowałam Rzecznika Praw Pacjenta (RPP), oraz Rzecznika Odpowiedzialności Lekarskiej. Jak również dyrektora placówki (ZOZ).

Przekazałam ją również do wiadomości Rzecznikowi Praw Obywatelskich.

Lekarka została ukarana przez swojego przełożonego, dyrektora placówki - ZOZ - karą dyscyplinarną nagany z wpisaniem do akt osobowych. Dla całego personelu medycznego placówki zaś zostało przeprowadzone szkolenie. 

Rzecznik Praw Pacjenta orzekł, iż doszło do naruszenia prawa pacjentki - moich praw - do godności i intymności przez podmiot leczniczy. 

Świadczenie zdrowotne, którego sprawa dotyczyła, związane było z uzyskaniem zaświadczenia lekarskiego o stanie zdrowia, w związku z procedurą dla kandydatów(-ek) na rodziny zastępcze. 

Podczas wizyty lekarka komentowała moje wybory życiowe, wskazując przy tym, że jest przeciwniczką wychowywania dzieci przez pary osób tej samej płci. 

Zaświadczenia, o którego wystawienie zwróciłam się, nie otrzymałam. 

Następnie skontaktowała się telefonicznie z placówką, w której miałam złożyć zaświadczenie lekarskie (o moim stanie zdrowia) domagając się rozmowy z psychologiem przeprowadzającym badania osób starających się o powierzenie im funkcji rodziny zastępczej. Podczas ww. rozmowy telefonicznej nazwała mnie 'wariatką'. 

RPP stwierdził, że w sprawie nie budzi wątpliwości, że lekarka - poprzez swoje osobiste komentarze (kierowane pod moim adresem), ocenianie wyborów życiowych oraz przedstawianie swojego poglądu na adopcje dzieci przez osoby nieheteronormatywne - naruszyła moje prawo do godności i intymności.

Ponadto, RPP podkreślił, że

/.../ lekarz nie ma prawa oceniać pacjenta, jego przekonań, sposobu życia, czy deklarowanej orientacji seksualnej. Komentowanie /.../ oraz przekazywanie swojego światopoglądu, w szczególności dotyczącego możliwości adopcji dziecka przez Pacjentkę /.../ jednoznacznie wskazuje na niewłaściwe zachowanie [lekarki] /.../ lekarz w trakcie udzielania świadczeń zobowiązany jest stosownie zachowywać się wobec pacjenta. Wszelkie uwagi dotyczące prywatnej sfery życia pacjenta są niezasadne i o ile nie są związane z charakterem udzielanych świadczeń, nie powinny mieć miejsca. /.../ Lekarz nie ma prawa oceniać postępowania pacjenta, przyjętego przez niego światopoglądu /.../ orientacji seksualnej oraz chęci posiadania dziecka. 

O swoim rozstrzygnięciu, jak i krokach podjętych przez dyrektora ZOZ, w którym doszło do naruszenia - o ukaraniu lekarki karą dyscyplinarną nagany z wpisaniem do akt osobowych - RPP poinformował wojewódzki oddział NFZ oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. 


PS. Wspomniane zaświadczenie lekarskie uzyskałam - bez jakichkolwiek problemów - udając się do innej placówki / lekarki. 

Pierwsza lekarka ukarana za homofobię

- lekarka ukarana za homofobię

- polska lekarka ukarana za homofobię

- pierwsza lekarka legalnie ukarana w Polsce za homofobię

---

Ślub w Londynie

Przemoc wobec osób LGBT


Co 'grozi' dzieciom wychowywanym przez pary osób tej samej płci?

Homoseksualność i biseksualność to prawidłowe warianty rozwojowe seksualności człowieka

 

środa, 16 listopada 2016
niedziela, 01 czerwca 2014

Od środy 21-go maja zamieszczane są przeprosiny dla nas: na portalach fakt.pl, dziennik.pl, oraz w papierowych wydaniach gazety Fakt. W poniedziałkowym numerze będą kolejne.

Zostało nam również wypłacone 250.000 zł (licząc wraz z odsetkami oraz kosztami sądowymi) za naruszenie naszych dóbr osobistych, w związku z bezprzykładnym złamaniem prawa na naszą krzywdę w roku 2008 - przez przepraszające nas teraz osoby - kiedy to (jako pierwsze w Polsce) zawarłyśmy z moją żoną małżeństwo w ceremoniale humanistycznym i religijnym (Pierwszy w Polsce ślub /.../).

Przeprosiny - jak i odszkodowanie finansowe - są następstwem wygranej przez nas cywilnej sprawy sądowej.

Nadal domagamy się sprawiedliwości na drodze karnej (pozywając  te same osoby). 

---

T. Terlikowski przegrał w sądzie z posłanką Anną Grodzką

16 tyś. zł za zwolnienie po wniosku o urlop ojcowski


poniedziałek, 26 maja 2014

W sobotę ukazały się kolejne przeprosiny dla nas w papierowym wydaniu gazety "Fakt". Dzisiaj są kolejne - i będą dalsze. 

Dzisiaj na portalu dziennik.pl są przeprosiny od red. nacz. P. Bugajskiego.


środa, 21 maja 2014
czwartek, 03 kwietnia 2014

Mamy pierwsze dni kwietnia 2014 roku. Wczoraj otrzymałyśmy decyzję NFZ - odmowną - dotyczącą ubezpieczenia mnie ubezpieczeniem zdrowotnym, jako członka rodziny.

Sprawą tą - podejściem do niej już po raz drugi - zajęłyśmy się pod koniec września 2012 roku. Wtedy to złożyłyśmy wniosek do ZUS o ubezpieczenie mnie. Od tego dnia zaczęła się dla nas prawdziwa kołomyja (sprawa ta przynosi nam najwięcej - jak na razie - trudności z jej przeprowadzeniem, ze wszystkich, które do tej pory prowadzimy przed sądami, a jest ich, póki co, już pięć). Zatem od półtora już roku ja nie mam ubezpieczenia zdrowotnego; przez półtora roku organa administracji nie były w stanie wydać nam merytorycznej decyzji!

Wyjaśnić w tym miejscu muszę, że zwykle wniosek o ubezpieczenie zdrowotne członka rodziny składa się przez zakład pracy, w którym dana osoba (ubezpieczona, chcąca ubezpieczyć osobę ze swojej rodziny) pracuje. Tak też próbowałyśmy - wpierw - zrobić, gdy nie pracowałam zawodowo (przed 2012 rokiem), przez zakład pracy mojej żony. Jednak księgowa w firmie, wówczas, stanowczo odmówiła przyjęcia wniosku: bo "przepisy na to nie pozwalają". Nie widziałyśmy w tej sytuacji wtedy dla siebie możliwości jakiegokolwiek ruchu (zwłaszcza, że ew. zaskarżenie - w tamtej sytuacji firmy - w związku z opisywaną sprawą, mogło choćby teoretycznie, wiązać się z ewentualnością utraty pracy, czego się obawiałyśmy).

Sprawa ta bardzo dobitnie pokazuje, jak - nasze również (!) - państwo polskie traktuje swoje obywatelki i obywateli: kiedy ma cokolwiek nam wypłacić (choćby potencjalnie: jak w wypadku ubezpieczenia) "nie widzi nas" (jak tutaj: "nie ma rodzin" osób tej samej płci). 

Wracając jednak do września 2012 r. - urzędnicy / organa administracji, przerzucali(-ły) się odpowiedzialnością za wydanie decyzji i/lub wspinali się na szczyty inteligencji / wiedzy własnej, by tylko nie wydać nam decyzji merytorycznej (opóźnić, jak tylko to możliwe jej wydanie).

Tak np., ZUS (do którego wpłynął nasz wniosek, a dopowiem, że było to możliwe (o tym dopiero wtedy pomyślałyśmy) na podstawie statusu rencistki - osoby pobierające rentę / emeryturę mogą zgłaszać do ubezpieczenia członków swojej rodziny bezpośrednio do ZUS), już dzień później przysłał nam pismo - jedynie informacyjnie - że "ustawa tego nie przewiduje". Nie wydał nam zatem decyzji w sprawie, a tylko od decyzji można się odwoływać. Odpowiedziałyśmy na to pismo (nie będące decyzją) - wyrażając swój sprzeciw na takie potraktowanie nas - domagając się wydania decyzji w sprawie. Po pewnym czasie otrzymałyśmy decyzję. W związku z tym mogłyśmy się od niej odwołać do sądu.

Dopiero sąd musiał uświadomić ZUS-owi (!), że to nie ZUS jest władny wydawać decyzje w sprawie odmowy ubezpieczenia zdrowotnego dla członka rodziny. Sąd nakazał ZUS-owi przekazać sprawę do rozpatrzenia organowi do tego powołanemu: NFZ.

Po wielu miesiącach rozpatrywania naszej sprawy przez wojewódzki NFZ (w tym przedłużaniu przez woj. NFZ terminu na rozpatrzenie sprawy) otrzymałyśmy decyzję odmowną. Od niej odwołałyśmy się do organu nadrzędnego: prezes NFZ w W-wie.

Tu, po kolejnych wielu miesiącach, sprawę zwrócono wojewódzkiemu NFZ z "uwagi na uchybienie zasadzie Kodeksu Postępowania Administracyjnego" udziału wszystkich stron w sprawie (informacji o postępowaniu nie przekazano osobie, która wniosek o ubezpieczenie członka rodziny złożyła).

Zatem sprawa nasza następne tygodnie była ponownie w woj. NFZ, by następnie - znów - wydano nam odmowną decyzję.

Ponownie odwołałyśmy się od niej do prezes NFZ.

W Warszawie - w NFZ - sprawę już poznano dogłębnie przez wiele wcześniejszych miesięcy, lecz nie przeszkodziło to urzędnikom znów (!) przedłużyć sobie terminu na tej rozpatrzenie... o kolejnych kilka miesięcy.

W uzasadnieniu odmowy objęcia mnie ubezpieczeniem zdrowotnym NFZ podniósł m.in., że: "określenie 'członek rodziny' oznacza każdą osobę określoną lub uznaną za członka rodziny lub określoną jako członek gospodarstwa domowego przez ustawodawstwo, na mocy którego przyznawane są świadczenia. /.../ Prawo prywatne międzynarodowe, o możliwości zawarcia małżeństwa rozstrzyga w stosunku do każdej ze stron jej prawo ojczyste w chwili zawarcia małżeństwa /.../.

Tak, czy inaczej - mając w końcu decyzję merytoryczną NFZ - kierujemy sprawę do sądu.

Pomoc prawną zapewnia nam ponownie - nieoceniona!!! - Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

---

Helsińska Fundacja Praw Człowieka wspiera w Strasburgu sprawę małżeństw par osób tej samej płci


poniedziałek, 24 czerwca 2013

W minionym tygodniu Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił naszą skargę dot. sprawy wpisania informacji o naszym ślubie cywilnym z 2010 roku do naszych akt stanu cywilnego w polskim USC. Trzy tym, NSA nie przychylił się do prośby naszej pełnomocniczki by skierować w tej sprawie pytanie do Trybunału Sprawiedliwości UE.

W ten sposób zakończyłyśmy sądową drogę krajową w tej sprawie. Teraz omówimy z naszymi prawnikami czy skierować ją (już jako czwartą z prowadzonych przez nas spraw), jako kolejną skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Czekamy na pisemne uzasadnienie NSA.

Przypomnę poprzednio zakończone przez nas na drodze krajowej sprawy: 1/ dot. wspólnego rozliczenia podatkowego PIT 2/ dot. podatku od spadków i darowizn 3/ dot. świadczenia ZUS za czas korzystania ze zwolnienia lekarskiego na opiekę nad chorym członkiem rodziny.

W piątej prowadzonej przez nas sprawie - ubezpieczenia zdrowotnego dla członka rodziny - czekamy wciąż na odpowiedź prezes NFZ. Sprawa "utkwiła u prawników NFZ" jak dowiedziałam się dzwoniąc do Funduszu. Z początkiem czerwca miną 3 miesiące od złożenia przeze mnie odwołania do prezes NFZ - nie dostałam w tym czasie żadnej informacji z jakich powodów urząd tak długo rozpatruje moją sprawę. Tymczasem ja jestem bez ubezpieczenia zdrowotnego już pół roku.

Pragnę zwrócić też Waszą uwagę na sprawę rozpatrywaną przez NSA (w tym roku), prowadzoną przez inną parę. Sprawa dot. transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym wpisane są dwie matki. Ze sprawą tą możecie zapoznać się tutaj.

piątek, 14 czerwca 2013

Z końcem marca pisałam o naszej wygranej przed sądem w sprawie cywilnej przeciwko tabloidom, którą z moją żoną wytoczyłyśmy w 2008 roku.

Po wygranej - po prawomocnym wyroku sądu - przekazano nam kwotę zadośćuczynienia finansowego wraz z odsetkami (kilkaset tysięcy złotych z zastrzeżeniem "konieczności zwrotu"). Sąd Apelacyjny sporządził już pisemne uzasadnienie wyroku. Teraz są dwa miesiące na ew. złożenie kasacji - którą zapowiada strona przeciwna (stąd powyższe zastrzeżenie z ich strony o ew. "konieczności zwrotu" zadośćuczynienia finansowego, oraz zawieszenie przez sąd do rozstrzygnięcia kasacyjnego publikacji publicznych przeprosin wobec nas.

(źródło)

Druga strona zwróciła się do nas z propozycją rozmów ugodowych (by uniknąć publikacji przeprosin, w zamian m.in. odstąpiliby od złożenia kasacyjnej skargi i sprawa ta zakończyłaby się definitywnie już teraz), jednak ich propozycja ugodowa była tak śmieszna, iż nie ma nie tylko z kim (z racji tego co nam zrobili, co sobą prezentują), ale i o czym rozmawiać.

Tymczasem Sąd Okręgowy, Wydział Karny, postanowił przekazać sprawę karną wytoczoną przez nas wobec tych samych osób - o przestępstwo z art. prawa prasowego - do ponownego rozpoznania w I instancji. (Wcześniej były już dwa wyroki w tej sprawie: wpierw skazujący pozwanych wyrok nakazowy, a następnie umorzenie sprawy!).

Sąd w uzasadnieniu swego postanowienia podkreślił m.in., że: /.../ bez przeprowadzenia rozprawy oraz oceny materiału dowodowego nie można poczynić stanowczych ustaleń odnoście społecznej szkodliwości czynu oskarżonych. A już napewno o znikomym stopniu społecznej szkodliwości ich czynów nie może świadczyć "poszukiwanie niezdrowej sensacji", którą sprytnie sąd meriti określa jako zainteresowanie społeczeństwa polskiego, którego większa część została wychowana w tradycji katolickiej. /.../

zauważyć należy także, że publiczne ujawnienie przez Katarzynę Formelę pewnych faktów ze swego życia prywatnego nie usprawiedliwia w żaden sposób dopuszczalności ingerowania przez dziennikarzy w jej życie prywatne oraz ujawniania bez jej zgody informacji odnoszących się do tej kwestii. /.../

(źródło)

W przyszłym z kolei tygodniu, nasza sprawa dotycząca wpisania informacji o naszym ślubie cywilnym zagranicą (który miałyśmy w sierpniu 2010 roku) do naszych akt stanu cywilnego w polskim USC, będzie rozpatrywana przez Naczelny Sąd Administracyjny.

(źródło)

środa, 27 marca 2013

W dniu dzisiejszym wygrałyśmy z moją żoną walkę sądową w sprawie cywilnej przeciwko tabloidom o  naruszenie naszych dóbr osobistych.

Sąd apelacyjny, po naszej bez mała pięcioletniej  batalii sądowej, wydał dziś satysfakcjonujący nas wyrok w sprawie, którą założyłyśmy w 2008 r.

Jako pierwsza para jednopłciowa w Polsce, w sierpniu 2008 roku, zdecydowałyśmy się na zawarcie małżeństwa humanistycznego oraz - w tym samym dniu - małżeństwa religijnego. Na naszą prywatną uroczystość ślubną, podstępem, wtargnęły osoby z tabloidów. Po czym, bez naszej zgody i wiedzy, ukazały się w mediach artykuły o naszej prywatnej ceremonii (wraz z naszymi zdjęciami oraz faktami z naszego życia prywatnego).

Wyrok jest prawomocny. Czekamy na jego wykonanie, na publikację przeprosin - tak w publikatorach papierowych, jak i w Internecie.

Z kolei w sprawie karnej, wytoczonej przez nas równolegle tym samym osobom, czekamy wciąż jeszcze na sprawiedliwość.

Całe szczęście nasz ślub cywilny, który miał miejsce zagranicą dwa lata później, nie wiązał się z takimi traumatycznymi dla nas przeżyciami.

 

środa, 07 listopada 2012

innastrona.pl

Komentarze do opinii Sądu Najwyższego do ustawy PO

/.../ Poprosiliśmy dwóch prawników - Przemysława Szczepłockiego, prawnika toruńskiego Stowarzyszenia "Pracownia Różnorodności" oraz Zofię Jabłońską, prawniczkę Kampanii Przeciw Homofobii o komentarze do opinii Sądu Najwyższego.

Przemysław Szczepłocki, SPR

Sąd Najwyższy konsekwentnie stoi na straży czegoś, czego mi nie udaje się znaleźć w ustawie zasadniczej: świętości małżeństwa różnopłciowego, któremu trzeba dać pierwszeństwo przed konstytucyjnymi zasadami równości wobec prawa i zakazu dyskryminacji. Sąd Najwyższy stwierdził przecież, że konstytucja nie tylko nie chroni par jednopłciowych, ale wręcz pozwala na to, żeby były one pozbawione praw i ochrony - że to jest cena superstatusu małżeństwa różnopłciowego. Reszta opinii SN jest tylko tego konsekwencją; tak jest z "zarzutami", że związek partnerski daje choćby część uprawnień małżeńskich - równouprawnienia, nawet częściowego, nie może być, podobieństw nie może być. Z kolei pisząc o rzekomym "konstytucyjnym znaczeniu małżeństwa dla istnienia rodziny" Sąd ewidentnie "popłynął" i zaczął zakłamywać rzeczywistość.
Zofia Jabłońska, KPH

Opinia Sądu Najwyższego do projektu ustawy posła Artura Dunina jest jednoznacznie negatywna. Co bezsprzecznie z niej wynika, to stwierdzenie, iż ustawa jest niekonstytucyjna, gdyż tworzy regulacje normujące związki różnopłciowe w sposób inny niż przez małżeństwo oraz jednopłciowe w sposób zbliżony do małżeństwa. Środowisko LGBT jednogłośnie uważa projekt za niewystarczający, z opinii Sądu Najwyższego wynika natomiast, że stwarza on instytucję ‘podobną' do małżeństwa. Świadczyć o tym miałyby przepisy, które nawiązują, bądź których konstrukcja zbliżona jest do zapisów występujących w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym. Dla Sądu Najwyższego problematyka związków partnerskich jest nie tyle materią prawną, ale jednoznacznie ideologiczną. Prawo natomiast jest jedynie narzędziem, które nie ma podążać za ewoluującym życiem społecznym, ale ma być strażnikiem jedynego słusznego porządku, z tradycyjną rodziną na piedestale. Sąd Najwyższy stwierdza, iż ustawodawca musi rozważyć ‘społeczne, demograficzne i obyczajowe' skutki takiej regulacji oraz, iż jego zadaniem jest wpływanie na ‘podejmowanie racjonalnych decyzji' przez obywateli. Pamiętać należy, iż opinia Sądu Najwyższego nie jest wiążąca dla ustawodawcy, nie jest także jedyną wytyczną, którą należy się uchwalając ustawę kierować. Niemniej, jest na pewno wyznacznikiem nastrojów panujących wśród opiniotwórczej bądź co bądź części prawników.

Światełko w tunelu pojawia się na końcu opinii - ‘nie jest wykluczona dopuszczalność ustawowych unormować określonych aspektów pozostawania w takim związku (majątkowych, czy określających status partnerów jako osób bliskich)' z uwzględnieniem tendencji do dynamicznej wykładni Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez Trybunał. Nie wiem co to oznacza dla prac legislacyjnych nad ‘ustawą Dunina', opinia SN stanowić będzie na pewno argument dla przeciwników związków.
---

To, jak jesteśmy traktowane(-i) przez państwo polskie i jego instytucjie to okropnie obrzydliwa pogarda wobec nas i naszych rodzin! Opinia SN jest jednym z dowodów na to.

31 sierpnia b.r. złożyłam wraz z moją żoną skargę na Polskę do Strasburga - w trzech sprawach - w której domagamy się wprowadzenia w Polsce systemowych regulacji prawnych dla nas.

W kolejnej sprawie czekamy na termin rozprawy już w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Piątą sprawę właśnie skierowałyśmy na drogę sądową.


Niecierpliwie - z nadzieją na sprawiedliwość (w końcu!!!) - czekamy na przyjęcie i rozpatrzenie naszej skargi na Polskę przez Europejski Trybunał Praw Człowieka.


Katarzyna Formela
wtorek, 16 października 2012

Złożyłyśmy z moją żoną przed miesiącem skargę na Polskę do Strasburga w trzech sprawach:

- niewypłacania przez ZUS świadczenia za czas pozostawania na zwolnieniu lekarskim na chorego członka rodziny: partnerkę życiową / partnera

- wspólnego rozliczania się PIT

- zerowego podatku od spadków i darowizn.

W skardze swojej domagamy się wprowadzenia w Polsce systemowych rozwiązań prawnych dla nas, wprowadzenia instytucji związków partnerskich. Mamy nadzieję na korzystne dla nas orzeczenie ETPCz.

Czekamy również na termin rozprawy przed NSA w sprawie wpisania w naszych polskich aktach stanu cywilnego informacji (przypisku) o naszym ślubie zagranicą (w perspektywie, skierujemy tę sprawę również do Strasburga).

Rozpoczynamy także krajową drogę sądową, w piątej sprawie: ubezpieczenia mnie w ZUS, z ubezpieczenia mojej żony (na drodze krajowej nic z pewnością nie zdziałamy, więc w założeniu jest to również sprawa, którą skierujemy do ETPCz).

Śledzę uważnie czy ktoś jeszcze wybrał drogę sądową w walce o nasze prawa. Będę wdzięczna za sygnały od osób, które ew. prowadzą sprawy sądowe by się nie dublować w swoich działaniach.

sobota, 08 września 2012

usc.pl

/.../ "osoby które wniosły skargę domagają się jedynie poszanowania swoich praw. Ponieważ są obywatelkami jak Ty, ja i oni, płacą podatki jak wszyscy i zmagają się z problemami podobnymi do innych rodzin. Oraz zupełnie różnymi. Prawa człowieka nie są kwestią światopoglądu, lecz fundamentem naszej cywilizacji. Z której tak jesteśmy dumni".

czwartek, 06 września 2012

gazeta.pl

Dwie Polki chcą, by Trybunał w Strasburgu nakazał państwu uregulowanie związków partnerskich - pisze "Gazeta Wyborcza" w artykule "Polska nie widzi homorodzin". - Całkowite ignorowanie przez prawo istnienia związków jednopłciowych narusza prawo do ochrony życia rodzinnego - piszą w skardze do Trybunału.
Polki chcą, by Trybunał w Strasburgu uznał, że z europejskiej konwencji praw człowieka wynika prawo związków jednopłciowych do uzyskania ochrony prawnej. Niekoniecznie identycznej z tą, jaką mają małżeństwa.

Trybunał nieraz zmieniał już swoją linię orzeczniczą, jeśli uznał, że przemawiają za tym przemiany społeczne. Przykład: do 1981 roku orzekał, że do marginesu swobody państw należy karalność stosunków homoseksualnych. Zmieniła to sprawa Dudgeon przeciwko Wielkiej Brytanii, która dotyczyła Irlandii Północnej.
 
W polskiej sprawie, która właśnie znalazła się w Strasburgu, pokrzywdzone - Joanna i Marta (imiona zmienione, kobiety zastrzegły anonimowość) - dowodzą, że jeśli chodzi o związki jednopłciowe, taka przemiana społeczna w Europie już zaszła. Homomałżeństwa wprowadziło osiem krajów europejskich, a związki partnerskie są w trzynastu.
 
1 , 2