Dom, rodzina - z kraju i ze świata z osobistej perspektywy: prywatny blog prywatnej osoby

LED Text Scroller
Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!

Kiedy koniec wojny polsko-tęczowej?„Replika” wraz z Fundacją im. Róży Luksemburg i KP - 02.12.2013 by Krytyka Polityczna on Mixcloud

Flag Counter
Blog > Komentarze do wpisu

Kiedy kobieta kocha kobietę

Odchodzą od mężów. Zostawiają narzeczonych. Wszystko zmieniają. Bo nagle zrozumiały, że człowiek, z którym chcą spędzić resztę życia, jest kobietą. Seks jest ważny, ale nie najważniejszy. Tak myślą te które najpierw zakochały się w osobowości, charakterze, duszy. Do łóżka chcą iść tylko z kimś bliskim emocjonalnie.

W świecie show-biznesu zawrzało, kiedy jedna z gwiazd „Seksu w wielkim mieście”, Cynthia Nixon, po 15 latach porzuciła męża Danny’ego Mozesa, z którym ma dwoje dzieci, i związała się z Christi Marinoni, nowojorską działaczką oświatową. W szoku byli przyjaciele Susie Orbach i Josepha Schwartza, pary psychoterapeutów, kiedy po 30 latach i dochowaniu się dwójki dzieci rozstali się, bo ona pokochała… inną. Tą inną okazała się pisarka, Jeannete Winterson.

Setki fotoreporterów przybyło na ślub byłej mężatki, australijskiej aktorki Portii de Rossi i popularnej prezenterki telewizyjnej, Ellen de Generes. Ich zdjęcie – jednej w bladoróżowej sukni, drugiej w białym garniturze, ozdobiło okładkę magazynu „People”.
Kiedy fotografka i malarka Carren Storck uświadomiła sobie, że kocha swoją przyjaciółkę i to właśnie z nią chce dzielić życie, miała 44 lata i 25-letni małżeński staż. W dodatku jej mąż wcale nie był tyranem. Przeciwnie. Carren twierdzi, że to „fantastyczny mężczyzna”. Zdumiona uczuciem, które niespodziewanie na nią spadło, napisała książkę pod znamiennym tytułem „Married Women Who Love Women” (Mężatki, które kochają kobiety). Ponad rok pracy nad nią, setki przeprowadzonych wywiadów i badań zjawiska przyniosły zaskakujące wnioski: około 59 procent kobiet nie jest świadomych swojej prawdziwej orientacji seksualnej. I może ją odkryć w każdym wieku. A potem całkowicie zmienić swoje życie. Czy to możliwe?

Owszem. Potwierdzają to między innymi, badania Richarda Lippa, psychologa z Uniwersytetu stanu Kalifornia w Fullerton, zafascynowanego psychiką kobiet. Dzięki przeprowadzonym doświadczeniom udowodnił, że kobiece preferencje seksualne nie są jednoznaczne. Bo prawdopodobieństwo, aby zdecydowanie heteroseksualny mężczyna w połowie swojego życia oznajmił żonie: „Wybacz, odchodzę. Spotkałem fascynującego faceta i chcę z nim zamieszkać”, jest prawie zerowe.

Ale jeśli rzecz dotyczy kobiet, sprawa się komplikuje. One w bliskiej relacji szukają przede wszystkim człowieka. Wiele kobiet mówi: „Zakochałam się w osobie, a nie w jej płci”. Mężczyzna by tak nie powiedział?
– Raczej nie – Renata Romanowska, psycholożka kliniczna,
od wielu lat współpracująca ze Stowarzyszeniem Gejów i Lesbijek „Lambda”, nieco się waha. – Nie chcę uogólniać, ale to kobiety, jako delikatniejsze, potrzebują więcej ciepła i głębi. Szukają specyficznego kontaktu. One też, z racji konstrukcji psychiki, są bardziej nastawione na drugą osobę. Mężczyzna częściej myśli o zaspokojeniu własnych potrzeb. Oczywiście, nie tylko seksualnych.

Czy właśnie dlatego o związkach kobiet z kobietami słyszy się coraz częściej? Czego właściwie szukamy? Totalnej bliskości? Człowieka, który czuje identycznie jak my bo jest naszą emocjonalną kalką? Przecież seks i zmysły to tylko część życia. Ta druga, prozaiczna, to trudy codzienności. Czy łatwiej je dźwigać z kimś, komu nie musimy tłumaczyć, co czujemy, gdy tuż przed miesiączką chciałybyśmy ze złości wytłuc wszystkie talerze? Z kimś, kto nie będzie się z wyższością uśmiechał, gdy w niedzielne popołudnie po raz setny zechcemy obejrzeć „Czekoladę”?
– Mąż mojej przyjaciółki rzucił kiedyś zrezygnowany: „Nigdy się nie dogadamy, bo dzieli nas różnica płci” – wspomina Renata Romanowska. – Wtedy pomyślałam, że to samo sedno.

Byłam dla niego psem

– Pamiętam moment, w którym zdałam sobie sprawę z absolutnej wyjątkowości związku kobiety z kobietą – Justyna, informatyczka, pokazuje mi w portfelu zdjęcie swojej dziewczyny. Zdumiewa mnie jej niezwykle kobiecy profil. Miękkie włosy sięgają do połowy pleców. W kącikach oczu czai się śmiech. Justyna jest dumna.
– Piękna, prawda? Jak nielesbijka – mówi pół żartem, pół serio. – Wiesz, kiedy zrozumiałam, że takiej relacji nigdy nie będę miała z mężczyzną? Obchodziłyśmy właśnie naszą pierwszą rocznicę. Kolacja. Czerwone wino. A potem niemal przez godzinę patrzyłyśmy sobie w oczy. I wtedy sobie uświadomiłam, że ja się nigdy z nią nie pokłóciłam! Nie było o co. Przecież wszystko miałyśmy przegadane! Konflikt nie miał czasu narosnąć, bo zanim się pojawił, gasiłyśmy go słowami: „Jestem zła, kiedy ty…”, „ Nie podoba mi się, że…”. Pewnie mogłabym myśleć, że to norma, gdybym wcześniej dwóch lat życia nie zmarnowała z facetem.

Jak było? Nijako. Seks? Przereklamowany. Codzienne kłótnie. O wszystko. O niezamkniętą klapę w łazience, brud w zlewie. Burknięcie, gdy pytała, co się dzisiaj wydarzyło, a właśnie leciał mecz. Czuła, że gaśnie, szarzeje. Była jak pies, którego właściciel z łaski dwa razy dziennie poklepie po grzbiecie. I wtedy poznała Marcelinę. Zwyczajnie, u znajomych. W jednej chwili zrozumiala, że ta kobieta będzie kimś ważnym w jej życiu.
Profesor psychologii i badań nad płcią na Uniwersytecie w Utah, Lisa Diamond, jako pierwsza ukuła termin „sexual fluidity”, czyli „płynność seksualna”. Jej książka „Płynność seksualna. Zrozumienie miłości i pożądania kobiet” po części tłumaczy, co takiego się dzieje, że po latach bycia w związku z mężczyzną odkrywamy w sobie inne „ja”. Osobę, która nagle z pełną jasnością widzi, że nikt inny poza kobietą jej nie zrozumie.

– Mężczyzna nie może być prawdziwą przyjaciółką – mówi stanowczo Justyna. – Co on wie o bliskości? Delikatności? A teraz, po roku bycia z dziewczyną, zrozumiałam, że właśnie tego najbardziej mi w związku brakowało. Marcelinie nie muszę tłumaczyć, dlaczego mam zły nastrój. Ona jest jak radar, który łapie nawet moje skrzywienie ust. I odwrotnie. Dzięki temu, że obie myślimy podobnie, unikamy nieporozumień.
Nie wie, jak mogła tyle wytrzymać z mężczyzną, który jest „płytki, gruboskórny, prymitywny”. I jak mogła się oszukiwać, że z kimś takim jest szczęśliwa?
Prof. Diamond prawdopodobnie zaliczyłaby Justynę do grupy osób „płynnych seksualnie”, to znaczy takich, które potrafią odpowiadać erotycznie na wiele nieoczekiwanych sposobów, na szczególne sytuacje lub relacje.
– Z moich badań wynika, że kobieta nie ma nad tym kontroli i dzieje się to poza jej świadomością – przekonuje Diamond.
– To wyjaśnia z pozoru szalone decyzje. Na przykład takie, by odejść z wieloletniego związku z mężczyzną do kobiety poznanej w pociągu. Albo w szkolnej przyjaciółce dostrzec życiową partnerkę. Lub po prostu, dając się ponieść zmysłom, wylądować w łóżku z korepetytorką fizyki.
Czy dzieje się tak dlatego, że akurat na naszej drodze nie spotkałyśmy właściwego mężczyzny? Czułego, mądrego i chcącego wykonać wysiłek, by zrozumieć, iż psychika jego i jego partnerki całkowicie się różnią?
Kobiety, które w innej kobiecie zobaczyły swoją drugą połowę, nie dają jednoznacznych odpowiedzi.
– Teraz kocham kobietę – mówi Justyna – Nie wyobrażam sobie związku z kimś innym. Ale mam wystarczająco dużo pokory, żeby wiedzieć, że życie potrafi być naprawdę zaskakujące.
– Seks? – Marcelina, partnerka Justyny, ma mądre spojrzenie, a oczy podkreślone zieloną kredką. – Jest ważny. Nigdy nie przeżyłam takich trzęsień ziemi jak te z Justyną. Ale to naprawdę zaledwie część tego, co kobieta może dać drugiej kobiecie.

Płeć nie ma znaczenia?
Podobnie sądzi wspomniana już Cynthia Nixon. W wywiadzie dla „Daily Mirror” mówi, jak jest zaskoczona hałasem, który wywołała zmiana jej orientacji. – Owszem, całe życie byłam w różnych związkach z mężczyznami i nigdy wcześniej nie spotkałam kobiety, w której mogłabym się zakochać. Ale kiedy to się stało, nie wydawało mi się wcale dziwne. Nie zmieniło tego, kim jestem. A jestem po prostu kobietą, która zakochała się w innej kobiecie.
Dokładnie to samo mówiła prawie jedna czwarta kobiet badanych przez prof. Diamond. Twierdziły, że w wyborze partnera płeć właściwie nie ma znaczenia i że przyciągają je konkretne osoby. Inteligentne, z poczuciem humoru, wrażliwe.
Wrażliwość. To słowo jak mantrę powtarzają mi kobiety, które zmęczone związkiem z „tępym” mężczyzną z ulgą wpadły w ramiona kobiety, choć wcale tego nie planowały.
Krystyna, teraz lesbijka, kiedyś partnerka starszego o dziewięć lat mężczyzny: – Nie wiedziałam, co mi tak przeszkadza w związku z Romanem – zamyśla się. – Bo że seks bez funu, to drobiazg. W końcu ludzie pod tym względem mogą być niedopasowani. Ale cała reszta? Jakbym żyła z kosmitą. Wracam do domu zmęczona, z poczuciem klęski, bo coś mi nie wyszło. A ten nawet na chwilę nie przestaje chrupać chipsów, gdy mu się żalę. Od czasu do czasu tylko rzuca mi radę typu: „Daj spokój! Nie przejmuj się tym dupkiem!”. „Sam jesteś dupkiem”, warczałam w myślach, „dupkiem i tępym przeżuwaczem!”. Wie, że nie każdy facet jest jak Roman. Są i tacy, którzy patrzą głębiej. Ale ona akurat na takiego nie trafiła. Tylko na Gosię, prawniczkę.
– Najpierw się przeraziłam – wspomina – jak mi zaszumiało w uszach. Kiedyś tak mi się zdarzyło w dzieciństwie. Stłoczona w tłumie na Jasnej Górze poczułam napierających ludzi, a potem pociemniało mi w oczach. Myślałam, że umieram. Tym razem było tak samo. Zobaczyłam ją w stołówce, jak stawiała na tacy pomidorową. A potem serwetką ścierała z dłoni trochę płynu, bo ktoś ją potrącił i talerz się przechylił. Zrobiła to tak ładnie, z gracją. Nie mogłam oderwać od niej oczu. Miała na sobie granatowy żakiet z bladą, sztuczną różą przypiętą do klapy. To było urocze. Tylko nie wiedziałam, dlaczego nagle zabrakło mi tchu.

Czy widzicie fajerwerki?

– Umysł i emocje kobiety są zagadką – uśmiecha się Krystyna.
– Czy ja myślałam: „O Jezu, co ja robię? Zakochuję się w kobiecie, czy to normalne?!”. Nie nie myślałam. Czułam tylko: „Tak, to jest to!”. I cała w amoku, marzyłam tylko, by być bliżej niej. Czuć jej zapach, chłonąć ciepło, tonąć w spojrzeniu. Wiedziałam, że za taką miłość można dać się zabić!
Tego zdania jest także Amerykanka, lesbijka Tina Humphrys (dziś już po siedemdziesiątce), która z trudem przebrnęła przez dwa heterosek-sualne małżeństwa i wychowała dwójkę dzieci. Kiedyś, gdy już znała prawdę o sobie, prowadziła warsztaty dla heteroseksualnych kobiet. I zapytała je czy w czasie miłosnych uniesień czuły fajerwerki, a gdy się zakochiwały, w ich uszach brzmiała muzyka? Tylko kilka podniosło rękę. W grupie lesbijek był las rąk.
Heteroseksualni wzruszą ramionami i powiedzą, że to żaden dowód na wyjątkowość uczucia. Ale wielu przyzna, że w związku dwóch kobiet jest rodzaj magii. W końcu to właśnie z kobietą jesteśmy związane od narodzin. Nasze matki, babki i prababki wychowywały się w grupie. Spały w jednym łóżku, plotły sobie warkocze, sznurowały gorsety. Namiętności uczyły się od siebie nawzajem. Bliskość miały na wyciągnięcie ręki. Również wtedy, gdy darły pierze albo haftowały na tamborkach. Współczesne kobiety oddaliły się od tych emocji. Czyżby teraz natura upomniała się o coś, co tak naprawdę jest kobietom niezbędne? A może jednak boom na homoseksualne, lesbijskie związki to tylko moda?
– Moda? – Renata Romanowska dziwi się temu pomysłowi.
– Przecież te kobiety zmieniają całe życie, zostawiają długoletnie związki! Nie robi się tego dla kaprysu. To raczej chwila rozliczenia z samą sobą. Kobiety, które odchowały już dzieci, mają w końcu szansę spojrzeć w głąb siebie. Te które przeczuwały lub wiedziały na pewno, że to kobieta jest ich przeznaczeniem, przeważnie się bały. Publicznego linczu, tego, że mąż zabierze jej dzieci, pozbawi do nich praw. O takich sprawach mówią mi w moim gabinecie nagminnie. Gdy więc teraz wywiązały się z obowiązków wobec rodziny, ocknęły się, przestraszone, że przegapią coś najważniejszego w swoim życiu.
Tak jak Magda. Magda ma 58 lat i dorosłe dzieci. Magda ma też szczęście: wychowała je na mądrych ludzi.
– Mama przyłapała mnie kiedyś, gdy w liceum całowałam koleżankę po karku – Magda wygląda uroczo. Dałabym jej najwyżej 45 lat. Ciemne włosy ostrzyżone „na Halle Berry”. Szczupła, w skórzanych spodniach. Ale nerwowo ściska palce. – Miesiąc temu rzuciłam palenie – tłumaczy. – Dla Marty. Ona nie pali – zamyśla się.
– Pamiętam: mama wtedy nic nie powiedziała, ale zrobiła wszystko, żebym szybko wyszła za mąż. Za syna przyjaciół rodziców. Czemu ja się zgodziłam? Studia skończyłam dopiero wtedy, gdy dzieci podrosły. Tam poznałam swoją miłość. Ruda, blada, piegowata. Miała w sobie tyle zmysłowości, że nie byłam w stanie od niej oderwać wzroku. Nie mogłyśmy się nagadać. Zimno, deszcz siąpi, a my już czwartą godzinę w parku. Łaziłyśmy po sklepach. Z Jerzym nie robiłam tego nigdy. Nigdy z nim nie wąchałam filiżanki czekolady, zanim upiłam łyk. To było takie świeże, nowe. Zaczęłam mieć na jej punkcie obsesję. Myślałam tylko o jej dłoniach. O tym miejscu na karku, gdzie kończą się włosy, i że chciałabym nie odrywać od nich ust.
Poczułam, że wariuję. Przestraszyłam się tego. Miałam rodzinę, nastoletnie dzieci… Przeniosłam się na inny wydział, żeby jej nie widywać. Nie jadłam, nie spałam. Płakałam całymi nocami, a oni wszyscy nie wiedzieli, co mi jest. Jerzy kiedyś zapytał z wrodzonym taktem: „Magda, ty chyba nie masz raka, co?”. Kochałam ją. I musiałam z tej miłości zrezygnować.
Carren Storck mówi, że odkąd ukazała się jej książka „Married Women Who Love Women”, jej skrzynka mailowa jest codziennie zapychana wiadomościami od osamotnionych, często przerażonych kobiet, które nie rozumieją, się z nimi dzieje. Gdy upewniły się, że nie są jedyne, nabrały odwagi, by walczyć o szczęście.
– Zaufałam sobie i odeszłam od męża – mówi jedna z nich.
– Bardzo to przeżył i ja również cierpię, że go zraniłam. Ale wspólne trwanie nie było uczciwe. Nie mówiąc o moim cierpieniu.
Sześć lat temu Magda też nabrała odwagi. Dzięki zapaleniu ucha. Pani doktor była taka delikatna. Pachniała czymś różanym. Potem powiedziała jej, że to Givenchy, takie w okragłej butelce.
– Od ucha bolała mnie głowa i całe ciało – wspomina Magda.
– Ale jej dotyk był kojący. Od dawna nikt nie zajął się mną z taką troską. Rozpłakałam się w tamtym gabinecie jak dziecko. Poprosiła, żeby zrobiono mi herbatę. Wypisała zwolnienie. A dzień później zadzwoniła do mnie, żeby spytać, jak się czuję.
Dziś mieszkają razem, choć żadna z nich nie dokonała publicznego coming outu. Marta jeszcze nigdy się nie pomyliła, kiedy akurat ona robi śniadanie: wie, że Magda lubi tylko spody bułek. Jerzy nigdy nie mógł tego spamiętać.
Te, które zmieniły życie i poszły za impulsem, twierdzą, że tylko kobieta może zrozumieć drugą kobietę. Bo tak samo czuje, tak samo widzi świat.

Wszystkie jesteśmy lesbijkami?

Myślimy: ja jestem hetero, on homo… Wszystko jasne. Tymczasem orientacja seksualna czasem się zmienia! W pewnym momencie może się okazać, że sprawy wyglądają zupełnie inaczej, niż nam się wydawało – uważa seksuolog Ewa Krawczyńska.

Listę tego, co kobiety kręci w facetach, otwierają szerokie, umięśnione ramiona. Podobno to właśnie one są dla nas, kobiet, gwarantem bezpieczeństwa. Nie na darmo się mówi: „oprzeć się na męskim ramieniu”. A jak to jest w związkach dwóch kobiet? One są przecież pozbawione tego istotnego elementu?
Męskie ramiona to rzeczywiście symbol siły fizycznej i bezpieczeństwa, którego każda z nas szuka w związku. Ta potrzeba przetrwała w nas od czasów pierwotnych. Bo wtedy silny mężczyzna mógł zapewnić przetrwanie, zdobywając jedzenie i chroniąc przed napaścią. Dziś nie walczymy o pokarm, a bezpieczeństwo możemy zapewnić sobie same, choćby zamykając się w swoim domu. Ważniejsze stało się bezpieczeństwo emocjonalne. Kobiety chcą być zrozumiane, wysłuchane, chcą poczuć harmonię dusz i umysłów. Tego nie dadzą nam szerokie ramiona, a może dać druga kobieta.

To znaczy, że, potencjalnie, każda z nas jest lesbijką?
Często myślimy o orientacji psychoseksualnej w czarno-biały sposób. Że albo jesteśmy hetero, albo homoseksualni. Tymczasem seksuolog Alfred Kinsey, a później psychiatra Fritz Kline odkryli, że orientacja seksualna może być dynamiczna, może się zmieniać. Wielki wpływ ma na to środowisko, styl życia, a przede wszystkim kultura. Nasza jest tzw. heteronormatywna, to znaczy, że normą jest tworzenie par mieszanych i podejmowanie tradycyjnych ról płciowych. Kobiety łączą się z mężczyznami, mężczyźni z kobietami. Ten przekaz jest tak silny, a nacisk społeczny tak duży, że wiele osób w związkach, nawet jeśli nie czuje się szczęśliwymi, nawet jeśli seks nie sprawia im radości, myśli, że tak ma być. Wtedy pielęgnuje inne wartości i trwa w małżeństwie, nie zauważając, że…

Że tak naprawdę jest orientacji homoseksualnej?
Tak. To mogą być na przykład osoby, które w młodości, jako czasie z natury danym na eksperymentowanie, nie zaznały, z różnych względów, kontaktów erotycznych z tą samą płcią. Nie zaznały i nie sprawdziły się w tej relacji, bo na przykład szybko założyły rodziny. Po latach, gdy życie przyniosło wiele doświadczeń, a na przykład związek z mężczyznami tylko rozczarowania, przypadkowe spotkanie z fascynującą kobietą daje impuls, który tym razem nie zostanie zlekceważony. I za którym pójdziemy.

A co z seksem? W relacjach heteroseksualnych najczęściej jest tak, że jak kobiecie podoba się facet, to on się jej podoba w całości: fascynuje ją jako osoba i pociąga fizycznie. W związkach, które opisałam, jest inaczej. Dlaczego?
Bo seks nie zawsze jest warunkiem koniecznym do bycia w relacji z drugą osobą. Dotyczy to zresztą związków zarówno homo-, jak i heteroseksualnych. Dla pewnych typów ludzi ważniejsza jest osobowość, cechy charakteru, bliskość emocjonalna, czułość. A seks to jedynie dopełnienie i umocnienie bliskości.

To znaczy, że najpierw zakochują się w osobie, jej umyśle, duszy. A dopiero potem widzą ciało?
Tak. Seks prędzej czy później się pojawia, ale nie jest w związku najważniejszy. Proszę zauważyć: tak się też często dzieje w związkach między kobietą a mężczyzną. Najpierw poznajemy kogoś, kto przez dłuższy czas jest wyłącznie naszym kolegą. Nie dostrzegamy w nim kochanka, partnera. Ale z czasem może się to zmienić. Jakaś nieprzewidziana życiowa sytuacja albo nawet fakt, że zmienił fryzurę, sprawia, iż zaczynamy patrzeć na niego innymi oczami. I dopiero wtedy rodzi się pożądanie.

(źródło)

czwartek, 17 lutego 2011, katarzynaformela
2011/02/17 19:01:16