Dom, rodzina - z kraju i ze świata z osobistej perspektywy: prywatny blog prywatnej osoby
Flag Counter
Blog > Komentarze do wpisu

W Polsce można być trochę w ciąży

Mnóstwo dobrych materiałów. Kapituła będzie miała trudny wybór!



USC: "w Polsce tego nie ma"


Z zagranicznym aktem ślubu, jego przysięgłym tłumaczeniem i opłatą (50 zł) oraz z dowodami osobistymi, udałyśmy się wczoraj do swego USC by złożyć wniosek o wpisanie naszego aktu ślubu do polskich ksiąg stanu cywilnego.


"To pani ma trzy imiona"

Za biurkiem dla interesantów siedziała kobieta mniej więcej w moim wieku. Przywitałam się, podałam podanie, wyjęłam dowód osobisty. Spojrzała na nie przez chwilę, po czym wstała rzucając (gotowa do wyjścia z pokoju) - tu koleżanka jest od tego specjalistką - i wkazała na kobietę siedzącą przy biurku nieco z tyłu pomieszczenia. Wyszła.

Przesiadłam się do biurka po prawej stronie myśląc, że tam zostanę obsłużona. - Nie, nie - powiedziała starsza kobieta z głębi pokoju. - Proszę zostać tam gdzie pani była.

Czekałam więc, aż oderwie się od swoich czynności by zająć się moją sprawą. Zagadnęłam coś o pogodzie. Znowu zaczęło padać.

Po pewnym czasie urzędniczka podeszła do mnie. Usiadła przy biurku i pierwsze co zrobiła, to włożyła do drukarki formularz polskiego aktu ślubu. Dobrze jest - jak na razie - pomyślałam (nie mając wątpliwości, iż tym razem nie zostanie on niestety użyty).

Spojrzała na przyniesione przeze mnie dokumenty: podanie, oryginał aktu ślubu, jego przysięgłe tłumaczenie, dowód opłaty przewidzianej dla procedury wpisania zagranicznego akty stanu cywilnego do polskich ksiąg stanu cywilnego. Weszła w program komputerowy USC i zaczęła szukać moich aktów stanu cywilnego, patrząc przy tym w mój dowód osobisty.

Szukając, spytała mnie o kilka dat przełomowych w moim życiu, pogubiła się nieco z moim zmienionym nazwiskiem (przed laty przyjęłam na drodze administracyjnej nazwisko mojej żony). Mając świeżo w pamięci swój odpis (który był potrzeby do ślubu) podpowiedziałam by spojrzała na jego drugą stronę.

- A rzeczywiście (uśmiechnęła się), jest!

Przeszła do czytania danych zawartych w akcie ślubu (w jego tłumaczeniu), już gotowa do wpisywania ich na klawiaturze, by znalazły się na formularzu polskiego aktu ślubu.

Przeszła bez najmniejszej refleksji nad wytłuszczonym tytułem aktu: Cywilny Związek Partnerski i skoncentrowała się na moich danych osobowych.

- Katarzyna Formela - przeczytała głośno - i spojrzała na prawą kolumnę dokumentu, czytając dalej głośno kolejne, dwa, imiona. - To pani ma trzy imiona? - spytała.

- Nie - odpowiedziałam - Katarzyna Formela to ja, a kolejne dane należą już do drugiej osoby.

- To dwie kobiety... - zauważyła. - U nas w Polsce tego nie ma. To ja muszę iść do kierownik.

"Muszę iść do kierownik"

Wyszła do przyległego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi. Po pewnym momencie wróciła stamtąd z drugą kobietą. Ta przejęła inicjatywę.

Bez słowa wstępu stwierdziła - Ja nie mogę tego przyjąć! W Polsce tego nie ma. To nic pani nie da. Nie, nie. Ja tego nie mogę przyjąć.

Wstając odpowiedziałam kobiecie - Ja wiem, że pani, jako kierownik USC wyda mi decyzję odmowną. Zdaję sobie z tego sprawę. Jednak uznałam, iż skoro zmienił się nasz stan cywilny z racji naszego ślubu, powinnyśmy zawiadomoć o tym fakcie polskie USC. Proszę mi potwierdzić na kopii pisma złożenie przeze mnie wniosku.


Gorący kartofel

Kierownik USC po raz kolejny próbowała mnie przekonać, iż ona "nie może tego przyjąć". Za wszelką cenę chciała abym wyszła drzwiami, którymi pozwoliłam sobie wejść do ich spokojnej przestrzeni, z tym jakże niewygodnym dla polskiego urzędu dokumentem i pozwoliła im jak najszybciej zapomnieć o sprawie z jaką przyszłam.

Pech. Mając poza obywatelstwem polskim również obywatelstwo unijne, mam do tego świadomość, iż z tego drugiego obywatelstwa (również dla polskich urzędów) wynikają pewne konsekwencje.

Nie można być tylko trochę w stanie cywilnym

Moją intencją jest, aby w naszych aktach stanu cywilnego odnotowano nasz zmieniony stan cywilny, ponieważ nie można żyć w rozdwojeniu: mając, a zarazem (w Polsce) nie mając zmienionego stanu cywilnego.

Instytucje - również polskie (jako, że żyjemy w kraju cywilizowanym, w którym administracja jest dla obywateli, a nie obywatele dla administracji) - mają obowiązek przyjąć podanie od osoby zainteresowanej daną sprawą i wydać decyzję zgodnie z prawem.

Urzędniczka nie wnikała w jakikolwiek sposób w podstawę prawną mego wniosku. Jej celem było spowodowanie by nie musiała zajmować się moją sprawą (chęć nieprzyjęcia podania). Po drugie stała na straży "tradycyjnego porządku", który wyniósł ją na jej stranowisko i dbała by nikt tego porządku nie był w stanie zburzyć.

To, iż nie można trochę być w stanie cywilnym, tak jak i nie można być trochę w ciąży, nie zaprzątało (i pewnie dalej nie będzie zaprzątać) jej myśli.

Powtórzyłam prośbę o potwierdzenie złożenia podania. W końcu je otrzymałam.

Pożegnałam się mówiąc - dobrego dnia, do widzenia. - Nie doczekałam się odpowiedzi.

USC ma  miesiąc - jak każda instytucja (jako, że sprawa zostanie zakwalifikowana, jako "trudna" - trzy miesiące) - na wydanie decyzji.

Od odmownej decyzji - nie po mojej myśli - ja z kolei będę miała 14 dni na odwołanie się (za pośrednictwem urzędu) do Wojewody (będącym, jako przedstawiciel administracji rządowej, organem odwoławczym na terenie województwa).

Potem sprawę skieruję do Sądu Administracyjnego.

Przed nami zatem kolejna sprawa o nasze prawa.

Nie można być trochę w stanie cywilnym. Również polskie urzędy będą musiały to dostrzec i respektować.

---
Powyższy tekst bierze udział w konkursie Dziennikarz Obywatelski 2010 r. - bardzo proszę o głosowanie na niego TUTAJ.

Wiadomości powiązane:
Cywilny Związek Partnerski w UE? Dlaczego nie?!

piątek, 20 sierpnia 2010, katarzynaformela
Tagi: moje teksty
2010/08/20 10:31:32

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: queerasguy, *.adsl.inetia.pl
2010/08/20 19:28:56
Gratuluję odwagi i samozaparcia. W 100% popieram twoje działania. Może małymi krokami uda nam się coś zmienić.
Pozdrawiam i życzę dużo sił i szczęścia.
-
2010/08/20 20:21:22
Dzięki. To pewne, że działania doprowadzą nas do celu - likwidacji dyskryminacji w Polsce. Byle tylko wspólnymi siłami. Bo siły każdej z nas (każdego) indywidualnie zawsze są - tak czy inaczej - ograniczone. Pozdrawaim.
-
Gość: skoczek2531, *.internetia.net.pl
2010/12/06 12:42:01
Odwołasz się od odmownej decyzji kierownika USC do wojewody , a ja gwarantuję Ci, że on utrzyma decyzję w mocy, potem będą wszystkie instancje sądu i nic nie wskórasz. Najpierw musi się zmienić system prawny w Polsce. Jak Ci zapewne wiadomo administracja działa na podstawie i w granicach prawa, a polskie prawo nie przewiduje jak na razie rejestracji czy legalizacji tzw. związków partnerskich. Rejestracji podlegaja tylko związki małżeńskie między osobami różnej płci. Więc jak na razie nie masz najmniejszych szans , żeby postawić na swoim. Stracisz tylko czas i pieniądze a żaden organ państwowy nie przyzna Ci racji, bo nikt nie wyda decyzji pozytywnej bez podstawy prawnej (a takowej nie ma). I to nie wina tej kierownik USC ani wojewody, ani sędziego, który poprze odmowę rejestracji, tylko systemu prawnego.Wszystkie te osoby pracują na podstawie przepisów prawa. A zgodnie z naszym prawem twój stan cywilny się nie zmienił. Muszą się najpierw zmienić przepisy abyś dopięła swego. A na razie jak Ci się chce to marnuj czas i pieniądze. Powodzenia.
-
Gość: mcgarecki, 190.234.177.*
2011/05/08 21:52:14
Śmieszny tekst. Podoba mi się. Może poskutkuje jak Pani żona zaniesie podanie? Albo obie naraz? Życzę powodzenia!
-
2011/05/08 21:57:17
Wnioski nas obu rozpatrują dwa USC - naszych miejsc urodzenia.
Dziękuję za komentarz i życzenia. :)

Dobrego nowego tygodnia dla wszystkich - proszę o dalsze smsy!!! :}
-
2011/08/19 18:58:03
Sprawę skierowałysmy do sądu (po roku jej rozpatrywania przez USC i Wojewodę):

katarzynaformela.blox.pl/2011/08/Wolno-miela-mlyny-polskich-Urzedow-Stanu-Cywilnego.html